Facebookowa Samotność

Ilu znajomych na Facebooku udało ci się uzbierać przez ostanie kilka lat swojego życia? Może, te liczby naprawdę zrobią na mnie wrażenie. Statystycznie rzecz ujmując jest to całkiem pokaźna grupa, którą można zaprosić na kawę, herbatę lub kino. Ja sam moge przyznać, że na moim profilu uzbierało się już trochę potencjalnych „przyjaciół”.

Załóżmy taka sytuację, jest piątkowy wieczór, wymyślasz sobie, że na swojej FB-kowej tablicy zaprosisz ludzi na kawę. Spotkamy się gdzieś na mieście, napijemy się kawy, zjemy jakąś pizzę (o ile nie jesteśmy obecnie na diecie). Pogadamy ze sobą i spędzimy wspólnie czas.

Pomysł jest dobry, no bo przecież dlaczego nie, zawsze można zrobić taką szaloną rzecz. Przekalkulowałeś już, że cześć znajomych nie da rady, bo praca, rodzina, dzieci. Tak to już jest. Więc nie bierzesz ich pod uwagę. Są usprawiedliwieni.

Kolejna grupa potencjalnych chętnych to ci, co ci napiszą z drugiego końca świata, że oni to bardzo chętnie. Że nawet za pięć minut mogą być… ale tylko ściemniają, bo jak już napisałem są na drugim końcu świata. Przy tych to nawet na twarzy pojawia się uśmiech, bo fajnie, że zareagowali na ten desperacki post… odezwali się po latach. Paradoksalnie odezwali się tacy, których byś się nie spodziewał – zapunktowali u Ciebie na +5 do Friend Points (punktów przyjacielskich) … będzie to im zapamiętane 🙂

Czas nieuchronnie płynie, od publikacji posta mija już kolejna godzina… ciągle nic, nawet nikt tego nie polajkował. Czyżby ludziom pomysł się nie spodobał? Przecież miał być taki zajebisty.

Czas płynie, zaczynasz robić coś na kompie, może nadrobisz jakieś zaległości w pracy… przeglądasz jakieś tam projekty, taka tam dłubanina. Facebook kusi cię tym, aby zerknąć na swojego posta, a tam wciąż nic się nie zadziało, ktoś jednak wrzucił filmik, zaczynasz oglądać, potem zaciekawia cię wpis kogoś innego. I tak nieoczekiwanie dopijasz już druga kawę, którą miałeś przecież wypić ze znajomymi na mieście.

Przypominasz sobie teraz takich przyjaciół, co to mega wytrawną kawę, wożą ze sobą w podróże samochodowe trzymając je w słoiczkach po musztardzie. Podzieli się z tobą, i wypijecie z gwinta, jak przystało na ekipę z ławeczki. Mimo że hardcorowe doświadczenie 🙂 wspominasz to z nostalgią… Tym czasem kolejna „wyjściowa” kawa sięgnęła dna kubka …

Ostatnie spojrzenie na post, nic z tego. Nikt nie znalazł w sobie na tyle szaleństwa i odwagi, aby wyjść poza świat wirtualny. Ogarnia cię przedziwne doświadczenie facebookowej samotności, bo oto nagle, zdajesz sobie sprawę, że pomimo tych tysięcy znajomych, nie masz nikogo obok siebie. Przekleństwo Social Mediów. Niby mają służyć temu, aby być bliżej siebie, a tak naprawdę powodują złudzenie bliskości i realnej paczki znajomych.Napełniamy się mirażami nierzeczywistości wierząc w ich realność.

Taka smutna historia człowieka XXI wieku, który ostatecznie otoczony „monitorowymi relacjami”, zostaje sam ze sobą. Można tutaj się spierać i mówić, że przecież, sami możemy kreować tą rzeczywistość, być dla ludzi i skupiać ich wokół siebie… Jak najbardziej tak, możemy, ale jak widzicie opowiedziana historia, nie kończy się happy endem. To nie zawsze zadziała, a i nam samym ogień lidera przygaśnie po kilku próbach…

Wniosek z tej przypowiastki jest tylko jeden, jak was na kawę zapraszają, to może warto spróbować się wybrać. Bo oprócz kawy, facebooka i ludzi, głównym bohaterem naszej historii był czas. Kto wie, może go już kiedyś zabraknąć na kolejne kawy i spotkania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s