A gdyby jutra nie było ?

Witam po dłuższej przerwie w moim „niecodzienniku”. Dzisiaj postaram się pochylić nad tematem, który ogólnie jest unikany… a co by było gdyby nie było … czyli a jeżeli jutro nie nastąpi?  Brzmi to jakoś tak poetycko, bo przecież o śmierci, można mówić na wiele sposobów. Najczęściej jednak usłyszymy, że ten stan niebytu, to koniec i nie ma już nic. Osoby wierzące, zobaczą tutaj możliwość nowego wcielenia, bądź też nieba lub piekła…

Cóż, początek jakoś tak wypadł pesymistycznie, ale wydał mi się konieczny, aby powrócić do tego tytułowego pytania: A gdyby jutra nie byto ? Jacy bylibyśmy my sami ?

Pisze dzisiaj o tym, bo od pewnego czasu, takie właśnie patrzenie na życie pozwala mi żyć. Nie ma w tym ani próżności, ani jakiegoś przesadnego surrealizmu. We współczesnych naukach psychologicznych, spotkamy się z wieloma koncepcjami na przemianę swojego życia, stany pogodzenia się ze swoją przeszłością, z akceptacja siebie. Ja bardzo lubię stwierdzenie w którym mówimy o pokochaniu siebie. Zdaję sobie sprawę z tego, że pokochać i kochać i kochanie , to wielkie słowa. Do tych słów musimy dorastać, dojrzewać i może one staja się w końcu prawdziwe. Więc może skupmy się na stanie rzeczy, który nazwiemy polubieniem siebie.

Kiedy już siebie lubimy, postaraliśmy się poukładać swoje sprawy, zaczynamy na nowo wędrówkę do życia. Krok po kroku, poznajemy siebie, poznajemy te nowe krajobrazy dnia codziennego. Stajemy się pielgrzymami. To właśnie jest dość interesujące, że ja właśnie tak siebie od zawsze określałem, kiedy trzeba opisać siebie w kilku słowach, to zawsze widzę siebie „w drodze”. Myślę, że wielu z nas tak właśnie siebie postrzega. A więc, drodzy wędrowcy, czy miewacie czasami sytuacje, kiedy mijacie innych i widzicie ich urodzonych synów, wybudowane piękne domy, posadzone wielkie drzewa? A wy sami idąc, niesienie w sercach pragnienie obdarowania kogoś miłością, w plecaku czerwona cegłę, podwalinę pięknego domu i gdzieś tam w kieszeni ziarenko, które ma się stać wielkim drzewem. Jeżeli tak, to właśnie do was pisze ten nieudolny tekst, pisze go również dla siebie, aby dostrzec nieudolność siebie samego.

Bo jeżeli jutro nie nastąpi, to czas się zatrzymać na dniu dzisiejszym, znaleźć swoja wysepkę. Rozpocząć budowę naszego domu, kładąc kamień węgielny z tej czerwonej cegły. Tuż za nim włożyć ziarno do żyznej gleby, niech drzewo rośnie, kiedyś będzie wielkie. I pozostaje Jeszce ta jedna sprawa, co zrobić z ta miłością … no cóż, rozejrzeć się dookoła, przecież tak wielu nas pielgrzymuje, szukając swojego miejsca na ziemi. Trzeba tylko ich zaprosić do domu z czerwonej cegły. Może spodoba mu się ten nasze piękne drzewo i my sami . Reszta tej historii pozostaje już nieznanym …

Więc jeżeli jutra może nie być, to skupmy się tylko na dzisiaj. To co dzisiaj zrobimy, to dokąd pójdziemy, to do kogo się uśmiechniemy, słowo, które wypowiemy. To jak przeżyjemy nasz dzisiejszy dzień, będzie żyło i zmieniało nas samych. Więc carpe diem drodzy pielgrzymi dnia dzisiejszego, bo dzisiaj jest realne, wczoraj minione a jutro może nie nastąpić i pozostaje odwieczna tajemnicą.

Reklamy

One Comment Add yours

  1. Natalia pisze:

    Carpe Diem.. uwielbiam to stwierdzenie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s