Bo łatwiej jest zostać dziećmi we mgle….

Mijamy się każdego dnia, witamy się na ulicy, mówimy sobie miłe słowa, albo nic nie mówimy. Przemierzamy kilometry naszych codziennych dróg. Walczymy z koniecznymi obowiązkami. Walimy głowa w mur naszych mniemań o sobie samych. Wmawiamy sobie nasze nieudane momenty z życia, jak modlitwę dnia codziennego. Jesteśmy pełni goryczy, zwątpienia, bezsensu. Pełni myśli, że już wszystko stracone. Stajemy się tytułowe jak dzieci we mgle, pogubione, samotne ale przede wszystkim przerażone sytuacją w jakiej nieoczekiwanie się znaleźliśmy.

Jest też ta druga strona medalu, ta gdzie okazuje się paradoksalnie, że jesteśmy zadowoleni z tej zaistniałej sytuacji, bo przecież nikt od nas niczego nie oczekuje. Nikt nie spodziewa się, że nagle znajdziemy właściwą drogę. Mgła jest cholernie przyjazna i wygodna bo przecież nikt nie każe się nam tłumaczyć, dlaczego tak jest i dlaczego się zagubiliśmy. Czynimy więc kilka kroków w tył, z nadzieją, że właśnie tak jest dla nas najlepiej, bo przecież nikt nie zapyta o światło.

Presja tłumu jest jak magnez, który przyciąga do siebie z mocą miłości lub nienawiści, nie ważne czym przyciąga, ważne, że działa. Lecz dokąd nas poprowadzi? Czy uczyni nasze życie łatwiejszym? Najważniejsze jednak pytanie, które się pojawi to to co zawsze, czy łatwiej będzie dla nas oznaczało lepiej?

Łatwiej staje się naszym usypiaczem, który zabiera naszą czujność, łatwiej może nas pogrążyć i unicestwić, czyniąc nas niewolnikami naszego wygodnictwa. Bo skoro nikt nie będzie nam podnosił poprzeczki, a my sami też jej nie podniesiemy, to skutkiem tego będzie śmierć, takie nasze świadome unicestwienie, błądzenie we mgle grozy i lęku, z przekonaniem, że przegraliśmy siebie samych, oddając to co najważniejsze – wolność stanowienia o sobie.

Reklamy